Counter

Komiks: "Harley Quinn. Umrzeć ze śmiechem"


DLACZEGO?

Nie będę oryginalna – po seansie Legionu samobójców pokochałam postać Harley Quinn. Choć byłam nieco zdziwiona jej nowym wyglądem, bo jednak najbardziej przepadam za jej czarno-czerwoną wersją, to mimo wszystko Margot Robbie spisała się na medal wcielając się w tę rozbrajającą wariatkę. Właściwie to muszę się po cichu przyznać, że nie jedna osoba powiedziała mi już, że mam z Harley wiele wspólnego, choć słyszałam też, że jestem jeszcze gorsza. To dobrze, czy źle? Ale fakt, mamy wiele wspólnego… Dlatego też sięgnęłam po ten komiks – to zupełnie nowa, nieznana dotąd historia, w której Harley po prostu wymiata i rozwala system!

FABUŁA

Jest to pierwszy tom przygód tej bohaterki w nowej linii wydawniczej DC Odrodzenie. Harleen Quinzel to już przeszłość, teraz wszyscy znają ją jako Harley Quinn. Chociaż ogółem jest ona postrzegana raczej jako przestępca, to jednak ten wizerunek nie do końca do niej pasuje – zwłaszcza w przypadku zaprezentowanej tutaj historii. Harley stała się królową Coney Island, wraz z grupą swoich przyjaciół walczy z tym, co zagraża jej terytorium. W komiksie znajdziemy kilka różnych historii, między innymi taką o zombie, od której właściwie rozpoczynamy zapoznawanie się z jej nowym życiem.

Jednak Harley i jej ekipa mają przed sobą tak naprawdę mnóstwo nieprzewidywalnych przygód – w tym przypadku może zdarzyć się naprawdę wszystko, bo niekontrolowane szaleństwo oraz starzy i nowi wrogowie to zawsze mieszanka wybuchowa. Bum!

BOHATEROWIE

Quinn, która miałaby zbawić świat? Właściwie kto jej zabroni! Jej szaleństwo przejawia się jak zwykle w takich małych zagraniach, w nagłym podejmowaniu decyzji, w które nikt nie chce uwierzyć. Jej pomysły są momentami tak absurdalne, że nawet ci, którzy ją doskonale znają, otwierają szeroko oczy i buzię. Kocham tę laskę, bo zawsze jest sobą, walczy o swoje, jest elastyczna i potrafi brnąć śmiało przed siebie, nigdy nie tracąc uśmiechu z twarzy. A kto jej towarzyszy? Tak naprawdę sporo różnych istot, jednak najbardziej zażyłą relacją jest ta z Poison Ivy – podchodzi nawet pod relacje homoseksualne. Nie pojawia się tutaj Joker, książkę-klown gdzieś przepadł, choć jest nawiązanie do ich relacji – niesamowicie urocze. Właściwie to muszę przyznać, że trochę mi jej brakowało – mimo wszystko kocham tę dwójkę razem.

ILUSTRACJE

Istna burza kolorów! Naprawdę. Momentami aż ciężko się skupić na tym, co się dzieje i co się pojawia w okienkach dialogowych, bowiem istnieje spora szansa na dostanie oczopląsu. Właściwie panuje tutaj taki lekki chaos – być może mający na celu odzwierciedlenie charakteru głównej bohaterki i jej przygód. Z czasem można się  do tego przyzwyczaić, ale autorzy świetnie dopracowali każdy szczegół. Co do samej Harley, bo to ona jest tutaj najważniejsza – mamy tutaj połączenie czarno-czerwonych strojów z wizerunkiem znanym z filmu. Wyszło to całkiem ciekawie, właściwie to chyba jej najbardziej interesująca wersja.

OGÓLNE WRAŻENIE

Baaaardzo pozytywne. Wiąże się to nie tylko z tym, że po prostu lubię postać Harley, ale po prostu ten komiks to naprawdę kawał dobrej roboty – zarówno pod względem zaskakującej mieszanki rozgrywających się w nim wydarzeń, jak i pod względem wspaniałych i szczegółowych ilustracji. Nigdy nie sądziłam, że w komiksach można zawrzeć tak wiele informacji. Już nie mogę się doczekać kolejnego tomu, bo okładka zapowiada, że pojawi się Joker… To dopiero będzie się działo!  



Komentarze

Popularne posty