Counter

"Kirke" - Madeline Miller





Data wydania: 13.06.2018
Tytuł oryginału: Circe
Tłumacz: Paweł Korombel
ISBN: 978-83-8125-304-8
Wymiary: 140 x 205 mm
Strony: 416
 Cena: 38,90








„Kiedy się urodziłam, nie było słowa, które określałoby to, kim byłam.”

Kirke, córka wielkiego boga Heliosa i według większości źródeł Perseidy, choć inne doniesienia twierdziły, że była córką Hekate, mistrzyni i bogini czarów. Jej postać wielokrotnie zainspirowała twórców literackich do stworzenia intrygujących historii, a Madeline Miller jest jedną z nich. Autorka na nowo opowiedziała grecką mitologię, skupiającą się przede wszystkim na samej Kirke i co za tym idzie, na jej otoczeniu. Postać Kirke jest doskonale znana tym, którzy czytali Odyseję Homera. To właśnie przez tę nimfę Odyseusz nie dotarł do domu tak szybko, jak zamierzał…

Jeżeli należeliście do tego grona uczniów, dla których czytanie mitów Parandowskiego było istną katorgą, to są dwie opcje: albo w ogóle nie powinniście sięgać po książki, które w taki czy inny sposób nawiązują do mitologii, bowiem jestem w stanie uwierzyć, że macie pewien uraz, albo właśnie powinniście się zapoznać z mitologią w innym wydaniu. Ja zawsze należałam do osób, które przepadały za tą dziedziną wiedzy – czy to na lekcjach historii czy języka polskiego. Powiem więcej, dzieje starożytne należały do moich ulubionych tematów poruszanych na tych przedmiotach! I właściwie odkąd pamiętam, już nawet za dzieciaka, uwielbiałam te klimaty. I wierzcie mi, przez tyle lat nic się nie zmieniło. Kocham mitologię.

Madeline Miller w przepiękny sposób opowiedziała historię Kirke. Dla tych, którzy znają mitologię, nie będzie to nic zaskakującego, ale mimo wszystko powinno być na swój sposób urzekające. Choć doskonale wiedziałam, czego się mogę spodziewać po samej fabule, to i tak czerpałam z tej lektury niesamowitą przyjemność. Czekałam na pojawienie się Odyseusza, czekałam na wątek związany z jego synem i żoną, którzy pozostali na Itace, czekałam na jego śmierć, tą przepowiedzianą przez wyrocznię. Ale nie tylko Odyseusz był tutaj istotny, bowiem stanowił on tylko jeden z etapów w życiu głównej bohaterki. Czas akcji tej powieści ciężko jest jednoznacznie umiejscowić – oczywiście możemy odnieść się do Wojny Trojańskiej, ale to tylko jeden z etapów. A co z resztą? Kirke była czystej krwi tytanką, była nieśmiertelna – w jej przypadku czas płynie zupełnie inaczej. Można by tutaj nawet mówić o tysiącach lat, prawda? I właściwie da się ten upływ czasu odkryć. Gdy byłam już przy ostatnich stronach, niezwykle nostalgicznych, to naprawdę odczułam to wszystko, co się wydarzyło. Ten miniony czas… Moje myśli powróciły jakimś cudem do pierwszych zdań w tej książce, do pierwszych wydarzeń, do narodzin Kirke… I naprawdę sobie uświadomiłam ogrom tego, co ją spotkało. Intrygujące czytelnicze doznanie.

Choć Kirke urodziła się wśród bogów, to była przez nich lekceważona. Nawet jej rodzina nią gardziła, a jednak na pewnym etapie życia udało jej się wzbudzić lęk wśród bogów. Choć początkowo Kirke sama nie zdawała sobie z tego sprawy, to okazało się, że posiada naprawdę potężną moc. Stała się silną czarownicą, pewną siebie, choć zawsze wyróżniała się na tle swojego rodzeństwa. Była inna. Czy gorsza? W oczach bogów owszem, ale nie dała się tej wizji omotać. Jednakże i tak została odtrącona – ojciec zesłał ją na wygnanie na wyspę Ajaję, gdzie była zmuszona radzić sobie sama. I to właśnie tam dojrzała, stała się kimś, kim zawsze miała być. Pięknie obserwowało się jej przemianę, doświadczało tego razem z nią. Ale wiecie, co daje kobiecie największą siłę i budzi w niej największe zaangażowanie? Bycie matką. I nie inaczej było w przypadku Kirke. Była gotowa sprzeciwić się samej Atenie, aby chronić swoje jedyne dziecko! To jest siła!

Madeline Miller niesamowicie zaprezentował świat bogów. Właściwie ukazała ich jako chciwe i przekupne istoty, zbyt pewne swojej boskości. Oczywiście nie można zaprzeczyć temu, że byli potężni, że różnili się od śmiertelników. Ale czy na pewno bogowie powinni prezentować takie wartości? Czy powinni traktować ludzi jak zwykłe pionki w swojej grze? Aż tak mocno ingerować w ich los? Teoretycznie mówi się, że jakaś siła wyższa musi stać za tym, co się dzieje na świecie, ale czy nie ma tutaj jakichkolwiek granic? I to aż nie do uwierzenia, jak pyszni i zadufani w sobie byli greccy bogowie. I gdzie w tym wszystkim miejsce dla Kirke? Kobiety, która widziała świat zupełnie inaczej. Kobiety, która chciała pomagać, bo mogła, bo wiedziała, że ma taką moc i tak wypada. Choć nie raz wykorzystywała magię i swój dar do własnych celów, to zawsze miała ku temu konkretny powód. To bardzo złożona i interesująca postać, która pięknie się zmienia wraz z sytuacjami, jakie rozgrywają się w jej życiu. To pierwowzór czarownicy, wiedźmy żyjącej w chatce w środku lasu, rozmawiającej ze zwierzętami i ważącej tajemnicze wywary.

Powieść ta jest napisana naprawdę pięknym, ale bardzo przystępnym językiem. Dzięki lekkiemu pióru Madeline Miller przez historię Kirke po prostu się płynie – zgrabnie, taktownie, z zafascynowaniem. Nie wiem, czy mogę tutaj pisać o nieprzewidywalności czy zaskakujących zwrotach akcji, bowiem jest to historia już niejednokrotnie opisana, mnie dobrze znana, więc te dwa elementy były tutaj zbędne. Jednakże podziwiam talent Miller do tak wyjątkowego przedstawienia tej historii – naprawdę nie wydaje mi się, że można to by zrobić lepiej. Historia Kirke wciąga, porusza, skłania do refleksji. Tutaj tempo akcji czy stopniowanie napięcia nie mają znaczenia, to nie ten typ literatury. Tutaj chodzi o coś innego, docenia się zupełnie inne rzeczy.

Z całego serca jestem w stanie polecić Wam dzieło Madeline Miller, bo jest ono po prostu niesamowicie piękne. Przepiękna oprawa graficzna idzie w parze z równie cudowną zawartością. To naprawdę dobra historia, z której można wyciągnąć wiele dobrego. Można ją analizować na wiele sposobów, można rozmyślać i snuć różne wyobrażenia i możliwe scenariusze. Można się zastanawiać nad tym, co by było gdyby. Ta książka jest naprawdę zachwycająca.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję:

Komentarze

Popularne posty