Counter

"Magia niszczy" - Ilona Andrews



Data wydania: 12.04.2019
Tytuł oryginału: Magic Breaks
Tłumaczenie: 
Kaja Wiszniewska-Mazgiel
 ISBN: 978-83-7964-405-6
Wymiary: 125 x 205 mm
Strony: 460
 Cena: 39,90 zł
Cykl: Kate Daniels #7




Czy macie takie książki, które całkowicie Was omamiły? Powieści czy też serie, które pokochaliście tak mocno, że wyczekiwanie na kolejny tom sprawia Wam niemal fizyczny ból? Że sama myśl o tym, że kiedyś nastąpi koniec i przyjdzie Wam pożegnać się z ukochanymi bohaterami, sprawia, że chcecie wrzeszczeć i walić pięściami w ścianę? Ja mam. Jeżeli zapytalibyście mnie o cykl, który wywarł na mnie tak mocne wrażenie i dla którego jestem w stanie rzucić wszystko czy zarwać nockę (a wierzcie mi, nie słynę z tego, bowiem cenię sobie systematyczny rytm snu), to nawet nie będę musiała się zastanawiać – w sekundzie wypowiem dwa magiczne słowa: Kate Daniels.

Nigdy nie zapomnę mojego pierwszego spotkania z twórczością Ilony Andrews. Byłam jeszcze nastolatką, a pierwsze cztery tomy tej serii, wydane jeszcze w starej szacie graficznej, spoglądały na mnie z dolnej półki jednego z bibliotecznych regałów. Sięgnęłam po pierwszy, przeczytałam opis i stwierdziłam, że może być dobrze. Nie sądziłam, że moja miłość do tego cyklu rozwinie się do tego stopnia, ale właśnie tak się stało. Całkowicie pokochałam uniwersum stworzone przez małżeństwo ukrywające się pod pseudonimem Ilona Andrews, niesamowicie zżyłam się z główną bohaterką, pokochałam Władcę Bestii, zaprzyjaźniłam się z innymi bohaterami. Wierzcie mi, ta historia – od początku do końca – wżarła się w moje serce.



Myślę, że spory udział w tej miłości ma fakt, że mocno identyfikuję się z Kate Daniels. Mamy sporo wspólnego, to niemal moje alter ego. Może wydać się Wam to śmieszne, ale czuję, jakby była moją bratnią duszą, przyjaciółką, którą chcę na każdym kroku wspierać, choć teoretycznie żyje ona tylko na kartach powieści, którą mogę trzymać w dłoniach. Ogromnie się cieszę, że Fabryka Słów nie spisała tego cyklu na straty tylko postanowiła kontynuować jego wydawanie – Magia niszczy to już 7 tom, więc jesteśmy coraz bliżej ostatecznej rozgrywki, bowiem cały cykl ma 10 części. Doskonale pamiętałam wydarzenia z poprzedniego tomu, wiedziałam zatem, że być może właśnie teraz dojdzie do jakiegoś przełomowego momentu w życiu Kate. I doszło. To było coś!

Do tej pory Kate, Curran i ich przyjaciele mierzyli się z różnego rodzaju zagrożeniami – czy to jakieś dziwne porachunki czy mityczne stwory, ale zawsze wychodzili z każdej opresji cało. Jednak teraz pora przygotować się na coś najgorszego – Roland, starożytny czarownik z boskimi mocami, jest coraz bliżej. Kate czuje, że bacznie ją obserwuje, że spotkanie z nim wisi w powietrzu. Wysyła swoich wysłanników, aby przyprowadzili córkę przed jego oblicze, ale Kate doskonale wie, że spotkanie z Rolandem jest dla niej wyrokiem śmierci. Jednak wszystko wskazuje na to, że owa sytuacja zaczyna zagrażać tym, których Daniels kocha najmocniej, a to zdecydowanie jeden z jej nielicznych, o ile nie jedyny, najsłabszych punktów. I wygląda na to, że jej wrogowie, doskonale o tym wiedzą.



Chociaż główna bohaterka zawsze była harda, odważna i zadziorna, to w tym tomie coraz mocniej uwydatniają się jej inne cechy – poczucie sprawiedliwości, przywiązanie, swego rodzaju dobroć. Mimo wszystko to wciąż pasuje do jej charakteru. Kate zawsze będzie pewna siebie, nigdy nie przestanie stronić od sarkazmu, zawsze będzie w niej tkwić ten pazur i doza bezczelności. To zdecydowanie najbliższa mi postać literacka, z jaką miałam do czynienia. Być może dlatego, podobnie jak ona, całkowicie pokochałam Currana? O tak, Władca Bestii to typowy samiec alfa, praktycznie pozbawiony wad. Facet idealny. Uwielbiam ich relację, bowiem stanowią znakomity duet. Dla mnie to związek perfekcyjny, ale nie zapominajmy również o pozostałych postaciach – są doskonale wykreowane, każdy odgrywa istotną rolę w całej historii i przyznaję, że długo czekałam na pojawienie się Rolanda – i w końcu się doczekałam! Emanujący siłą i elegancją, ale i niebezpieczeństwem i nieprzewidywalnością. Elokwentnie dąży do celu i stawia jasno określone warunki – przyznam szczerze, że jego pojawienie się dodało tej historii kolejną szczyptę pikanterii. I to chyba straszne, co teraz napiszę – ale Hugh d’Ambray to kolejny facet, który mógłby mi skraść serce, chociaż mimo wszystko pozostaję wierna Curranowi.

Oto kolejna przygoda Kate, w której nie brakuje intrygi, spisku, niebezpieczeństwa i niesamowitej akcji. Magia przeplata się z walką, giną niewinni ludzie, a mimo wszystko, w całym tym zagrożeniu, nie brakuje sarkastycznego humoru, który uwielbiam w tej serii. To jest właśnie jedna z nielicznych historii, dla których zarwałam nockę – chociaż wiedziałam, że rano wcześnie wstaję i mam przed sobą pracowity dzień, to nie mogłam odłożyć lektury na później. Musiałam czytać i czytać, musiałam stać u boku Kate, musiałam się dowiedzieć, jak skończy się ten tom, bo wiem, że autorzy potrafią tak podsycić ciekawość czytelnika, że potem człowiek wariuje. I wierzcie mi, to zakończenie jeszcze bardziej podsyciło atmosferę. I z jednej strony chciałabym jak najszybciej sięgnąć po tom 8, a z drugiej tego nie chcę, bo wiem, że oznacza to bycie coraz bliżej końca całej historii. I chociaż chcę wiedzieć, jak będzie wyglądać ostateczna rozgrywka, to jednak nie chcę opuszczać tego świata i tych bohaterów.



Na temat tego cyklu należałoby pisać ody pochwalne, a i tak wyraziłyby one mojej całkowitej miłości do tego uniwersum, do tych przygód, do tej akcji i tych bohaterów. Przepadam za książkami, które aż tak mocno wpływają na mój umysł, które tak bardzo wżerają się w moje serce. Jestem przekonana, że to jedna z tych serii, które pozostaną ze mną na zawsze – jako najistotniejsza w moim życiu, jako jedna z najważniejszych i najwspanialszych, która po prostu całkowicie mnie omamiła.

Książka ukazała się pod patronatem bloga Bookeater Reality.

Komentarze

Popularne posty