Counter

"Nazywają mnie śmierć" - Klester Cavalcanti




Data wydania: 24.04.2019
Tytuł oryginału: O Nome da Morte
Tłumacz: Joanna Kuhn
 ISBN: 978-83-287-0734-4
Wymiary: 135 x 210 mm
Strony: 320
 Cena: 39,90 zł



Reportaż Klestera Cavalcantiego jest doskonałym przykładem tego, jak mocno książka może rozczarować czytelnika. Gdy tylko widzę w zapowiedziach, czy nowościach wydawniczych, pozycję, która skupia się na sylwetkach seryjnych morderców, sięgam po nią w ciemno. No, może nie aż tak bardzo w ciemno – zapoznaję się oczywiście z opisem, ale jednak każdy tego typu tytuł przykuwa moją uwagę i prędzej czy później trafia w moje ręce. Nie inaczej było z Nazywają mnie śmierć, aczkolwiek gdyby jej lektura mnie ominęła, to za wiele bym nie straciła.

Julio Santana, seryjny morderca z Brazylii, zabił w swoim życiu 492 osoby. Do tej pory policja go nie aresztowała, bo podobno „nikt nie miesza się w sprawy rewolwerowców”. Żyje na wolności razem ze swoją żoną, a po każdym morderstwie odmawiał 10 razy modlitwę Zdrowaś Mario oraz 20 razy Ojcze nasz – żeby Bóg mu wybaczył. Bo podobno Bóg wybacza wszystko. Przyznam szczerze, że dzieło Cavalcantiego, który jak sam twierdzi, poświęcił na rozmowy z Santaną aż 7 lat, bardzo mnie zaintrygowało. Liczyłam na to, że będę miała okazję zapoznać się z portretem psychologicznym zabójcy, że być może wyjawi on, jak udało mu się nie zostać złapanym, że podzieli się swoimi odczuciami związanymi z takim fachem… Niestety, nie wyszło to za dobrze. A przynajmniej nie tak, jak bym tego oczekiwała.



Pierwsze strony książki były obiecujące – miałam okazję zapoznać się z Juliem, zobaczyć, jak wyglądało jego dzieciństwo, w jakiej rodzinie przyszedł na świat, a także dowiedzieć się, co sprawiło, że został seryjnym zabójcą. Tak naprawdę to spodziewałam się, że znajdę tutaj poruszającą historię o jakiś traumatycznych przeżyciach, sądziłam, że być może w jego życiu wydarzyło się coś mrocznego, co zrobiło z niego potwora odbierającego życie innym… Ale nie. Julio nie jest ani psychopatą, ani nie ma za sobą żadnych traumatycznych przeżyć. Tę drogę i sposób zarabiania pieniędzy pokazał mu wujek, a Julio po prostu to jakoś po nim przejął – żadna filozofia, zero głębi. Poczuł smak pieniędzy i po prostu wykonywał zlecenia. Fakt, kilka razy powiedział stryjowi, że nie chce tak żyć, kilka razy przeżywał miłosne uniesienia, kilka razy widać było, że bała nienawiścią do swojego „mentora”. Ale to zdecydowanie za mało.

Być może właśnie z tego powodu nie pojawiają się tutaj żadne konkretne informacje, tylko snucie opowieści o nastoletnim chłopcu – bo tak naprawdę to na tym okresie skupia się ten reportaż. Na tym, jak u boku wujka zaczął się „uczyć” fachu, chociaż właściwie ciężko tutaj mówić o nauczaniu, o tym, jak się zakochał, o tym, jak przeżył swój pierwszy raz. Właściwie bardzo mocno uwydatnione zostały tutaj jego perypetie seksualne w tym młodym wieku, konkretnie zarysowano postać jego wuja, ale to nie o to przecież chodziło… Czytelnik nie ma też okazji lepiej zagłębić się w jego psychikę, jakby sam Santana właściwie pozostawał obojętny na to, co się działo.



Książka ta nie wzbudza żadnych emocji, nie skłania do refleksji, jest pozbawiona wyrazu i tego mentalnego czy też etycznego aspektu. Większa jej część jest faktycznie poświęcona okresowi nastoletniemu Santany, a potem nagle przeskakujemy do czasów teraźniejszych – nie odkrywamy jego „najciekawszych” zbrodni, a właściwie on sam też zbytnio się nie uzewnętrznia. Jest to reportaż napisany w bardzo prostym stylu, chwilami aż nazbyt prostym. Jednak mimo wszystko największym rozczarowaniem jest to, co ze sobą niesie – czy naprawdę autorowi zajęło 7 lat wydobycie z Julio Santany tak niewielu informacji? Wierzcie mi – to dało się zrobić podczas jednego wypadu na kawę. Brak dobrej merytoryki.

Niestety, dla mnie ta publikacja jest wielkim rozczarowaniem – nie wiem, czy wynika ono z mojego nastawienia i z tego, czy miałam zbyt wielkie oczekiwania, czy może jednak faktycznie nie jest to to, co być powinno. Może ta historia została w zły sposób zareklamowana? Tego nie wiem, ale wiem, że ta lektura zdecydowanie mnie nie zadowoliła.

Za egzemplarz dziękuję wydawcy.

Komentarze

Popularne posty